Reklama

Huawei Mate 20 test

Huawei Mate 20 /INTERIA.PL

Huawei Mate 20 to flagowiec producenta, który jest ciekawą propozycją dla osób z mniejszym budżetem. Czym różni się tańsza wersja od modelu Mate 20 Pro i przede wszystkim czy warto się nią zainteresować?

Reklama

Huawei już od kilku dobrych generacji smartfonów stosuje prosty zabieg: Chińczycy tworzą dwie wersje urządzenia, które różnią się od siebie ceną, specyfikacją oraz wybranymi funkcjami. W każdym przypadku "tańsza" wersja flagowego urządzenia jest nieco okrojona względem droższego modelu. Na pierwszy rzut oka tak samo jest z modelem Mate 20 Pro oraz Mate 20. Czy osoby, które zdecydują się na wariant bez "Pro" w nazwie będą mieli na co narzekać? Wszystko zależy od indywidualnego podejścia do wybranych technologii, a także samych różnic między wspomnianymi flagowcami.

Budowa i jakość wykonania

Huawei Mate 20 waży 188 gramów - urządzenie jest więc nieco lżejsze od modelu Mate 20 Pro. Podobnie, jak w przypadku droższego modelu, sprzęt został stworzony z połączenia szkła oraz aluminium. To, co od razu rzuca się w oczy, to brak technologii Hyper Optical Pattern znajdującej się na tylnej obudowie smartfona: Mate 20 dalej wygląda elegancko, jednak zdecydowanie szybciej łapie odciski palców oraz czułem, iż powinienem na niego uważać ze względu na delikatne ślizganie się obudowy w dłoni. Rekomenduję więc dedykowany pokrowiec lub inne etui ochronne od momentu wyjęcia flagowca z pudełka. Wersja czarna, którą miałem okazję testować prezentuje się elegancko i w niektórych przypadkach może posłużyć za prawdziwe, podręczne "lusterko".

Reklama

Huawei Mate 20 posiada ekran o przekątnej 6,53-cala, który został stworzony w formacie 18:9 przy zachowaniu rozdzielczości na poziomie 1080 na 2244 pikseli - panel wspiera technologię HDR10. Tego typu specyfikacja sprawia, iż ekran Mate’a 20 zajmuje 88% całej, przedniej powierzchni panelu względem reszty obudowy - to bardzo dobry wynik i rzeczywiście po wzięciu smartfona do dłoni od razu zwraca się na to uwagę. Wyświetlacz zdaje się "rozlewać" przed oczami - to również kwestia tego, iż Mate 20 posiada mniejsze wycięcie w górnej części ekranu. Sfrustrowani tym rozwiązaniem użytkownicy mogą je ukryć za pomocą specjalnego ustawienia.

Osoby, które doceniają małe rzeczy na pewno ucieszą się z faktu, iż Mate 20 posiada przycisk zasilania i blokady ekranu pokryty specjalną teksturą, która nie pozwoli pomylić go z żadnym innym guzikiem.

Na tylnej obudowie znalazło się miejsce dla identycznej konfiguracji aparatów, jak w przypadku modelu Mate 20 Pro. Jest Leica, są trzy obiektywy, jest stabilizacją obrazu. Do tego wszystkiego można dołożyć mocną diodę doświetlającą LED. W tym miejscu znalazł się także element, którego z oczywistych powodów zabrakło w wersji Mate 20 Pro - konkretniej chodzi o czytnik linii papilarnych umieszczony niżej aparatu fotograficznego. Osoby, które wybiorą droższą wersję smartfona będą miały go wbudowanego bezpośrednio w ekran. W kontekście samej ergonomii taki zabieg nie przeszkadza i momentami praca samego skanera wydaje się szybsza niż w przypadku wersji z czytnikiem umieszczonym pod wyświetlaczem.

Niestety urządzenie nie oferuje certyfikatu IP68 - w tym przypadku to "zaledwie" IP53, czyli odporność na delikatne zachlapania oraz zabrudzenia.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Huawei | mate 20 pro | chińskie smartfony

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje