Prawnikom Apple idzie coraz gorzej - tracą prawo do “iPhone’a" w Meksyku

Poprzedni rok upłynął pod znakiem sporów sądowych, których częstym uczestnikiem było Apple. Obecnie sytuacja się nieco uspokoiła i (o ironio) los odwrócił się od giganta z Cupertino, który przegrał kolejną sprawę dotyczącą prawa do nazwy “iPhone".


Reklama

Koncern Tima Cooka przechodzi zły okres, jeśli chodzi o potyczki prawne. W lutym stracił prawa do nazwy swojego flagowego telefonu na terenie Brazylii, chociaż strony wkrótce dojdą do porozumienia. Nieco gorzej rozwiązał się pozew firmy VirnetX. Sąd uznał, że patenty tej firmy są naruszone w usłudze FaceTime, a na Apple nałożono karę w wysokości 358 mln dolarów.

Historia z Meksyku sięga jeszcze 2009 roku. Zaczęło się standardowo, od znaku handlowego "iPhone". Zakres każdego znaku handlowego jest określony, a gdy jest on szczególnie wartościowy dla firmy, naturalnie stara się ona zabezpieczyć go na wszystkich frontach. Tak oczywiście chciało postąpić Apple i w większości przypadków odniosło sukces. "iPhone" został zarejestrowany w kontekście telefonów, aparatów, komputerów, oprogramowania (jeden duży kontekst) oraz elektronicznych urządzeń przeznaczonych do gier.

Problem pojawił się w sytuacji usług telekomunikacyjnych, gdzie niewielka firma Call Center o wdzięcznej nazwie “iFone" uzyskała prawo do znaku handlowego "iFone" jeszcze w 2003 roku. Apple nie spodobało się uderzające podobieństwo do ich flagowego produktu, więc próbowała go przejąć w 2009 roku uznając, że firma już nie wykorzystuje znaku handlowego. To oczywiście spotkało się z bardzo negatywnym odzewem i iFone postanowił walczyć o swoje prawa w sądzie. Zażądał nawet wycofania iPhone'a  ze sprzedaży i dużego odszkodowania.

Pod koniec zeszłego roku sąd orzekł, że gigant z Cupertino nie może zarejestrować znaku handlowego “iPhone" w tym kontekście. Dzisiaj tę decyzję podtrzymał sąd najwyższej instancji.

Teoretycznie strata nie jest ogromna, ale warto spojrzeć na sprawę z perspektywy firmy iFone. Taka decyzja może wzmocnić ich pozycję w pozwie przeciwko Apple oraz trzem meksykańskim operatorom. Chociaż zakaz sprzedaży iPhone’a jest raczej nieosiągalny, to odszkodowanie nie wydaje się tak odległą perspektywą, a według prawa powinno ono wynieść co najmniej 40 proc. przychodów z danego produktu.

Niósł wilka razy kilka, ponieśli i wilka. Jeszcze do niedawna Apple było pierwsze do potyczek sądowych, ale ostatnio, być może dzięki Timowi Cookowi, sytuacja uległa zmianie. Nie wiem czy sprawiły to ostatnie porażki, czy zmieniła się polityka firmy, ale im mniej sporów patentowych tym lepiej.

Michał Brzeziński

komorkomania.pl

Dowiedz się więcej na temat: apple | iphone

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje