Reklama

Wojna z komórkami

W amerykańskim mieście Houston powstała organizacja mająca na celu walkę z komórkami. A dokladniej mówiąc z brzmiącymi wszędzie natrętnymi dzwonkami do telefonów. Członkowie stowarzyszenia wyposażeni są zarówno w legalne, jak i nielegalne w USA (np. zagłuszacze) narzędzia do prowadzenia takiej wojny.

Niekonwencjionalne są też podejmowane przez nich środki. Jeden z restauratorów zatrudnił "stałego klienta", który siedzi przy barze sącząc kawę lub piwo przez caly czas otwarcia baru. Taki klient ma w kieszeni zagłuszacz komórek. Jeśli w poblizu pojawi się policja - "klient" dopija swoje piwo i na chwilę wychodzi z baru.

Reklama

Jeden z księży zainstalował w kościele nadajnik fal elektromagnetycznych, które skutecznie wyłączają zasięg wewnątrz zarządzanej przez niego świątyni (informacja nie mówi jednak o tym, czy pole wytwarzane przez to urządzenie nie jest przypadkiem bardziej szkodliwe dla zdrowia niż pole wytwarzane przez komórki).

Używanie zagłuszaczy w USA jest przestępstwem, karanym grzywną do 11,000 USD. Producenci tych urządzeń (do nabycia np. na internetowych aukcjach) umieszczają zatem zagłuszacze w obudowach komórek, lub miniaturyzuja je tak, że zmieszczą się one do najmniejszej kieszonki, czy w obudowie zegarka.

"Ta wojna się dopiero zaczęła i będzie przybierać na sile. Prawo nie może chronić osób, które naruszają prywatność innych przez głośne dzwonki w świątyniach, teatrach, filharmoniach, czy restauracjach. Chcemy doprowadzić do zakazu używania dzwonków w określonych miejscach" - twierdzi Jeff Kagan, analityk telekomunikacyjny i rzecznik tego samozwańczego ruchu.

MMM

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: USA | wojna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje