Reklama

Rynek komórek nasycony?

Wprawdzie badania przeprowadzone na zlecenie dwóch największych operatorów rosyjskich MTS i BiLine dotyczą rynku rosyjskiego, jednak na podstawie sygnałów dochodzących od naszych operatorów z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że podobne trendy dadzą się zaobserwować i u nas, choć zapewne u nas trzeba je inaczej "leczyć". A wniosek ze wspomnianych badań jest taki, że choć rynek telefonów komórkowych wprawdzie wciąż rośnie i to rośnie dość szybko, jednak pojawiają się na nim coraz "tańsi" abonenci. A oto jak to wygląda na rynku rosyjskim:

Wprawdzie obie wspomniane na początku i mocno konkurujące ze sobą firmy notują znaczny przyrost liczby klientów, jednak nie ukrywają, że (podobnie jak u nas) najnowszych abonentów przyciągnięto w zdecydowanej większości tanimi promocjami. Skusiło to osoby, które nie należą do najbardziej majętnych i od razu widoczne są skutki. Jeśli statystyczny abonent "BiLine" w trzecim kwartale 2001 dal zarobić swojemu operatorowi równowartość 27,8 USD, to w czwartym (teoretycznie lepszym, bo to i rocznica rewolucji i święta i nowy rok) już tylko 24,1 USD, zaś w pierwszym kwartale tego roku - 19,4 USD. Nowi nabywcy korzystają bowiem nie tylko z tanich promocji, ale i z najtańszych taryf, a poza tym w większości jest to młodzież preferująca tanie SMS-y niż droższe rozmowy. U konkurenta - MTS - jest tak samo. Odpowiednie średnie wartości za ostatnie trzy kwartały są jednak nieco wyższe: odpowiednio 36, 32 i 27 USD średnio miesięcznie na klienta . Zdaniem analityków trend ten utrzyma się. Kilka lat temu bowiem na komórki stać było tylko najbogatszych klientów, takich, których stać również na długie i kosztowne rozmowy. Gdy tych klientów "zaspokojono" - zaczęto wprowadzać promocje i obniżki, co wprawdzie przyciągnęło nowych klientów, ale tym razem - Rosjan ze średniej klasy. Kolejne przesycenie rynku spowodowały kolejne - jeszcze tańsze promocje i przyciągnięcie tych najuboższych. Dalej już obniżać nie można - po prostu nie ma dla kogo. Analitycy widzą jednak wiele szans przed tak nasyconym rynkiem. Jednym z nich jest - paradoksalnie - słaba jakość sprzedawanych w Rosji telefonów. Można tu bowiem spotkać wszystko - od drogich (dużo droższych niż u nas) komórek zachodnich, do tanich chińskich telefonów, a wręcz podróbek. Jak wiadomo prawami autorskimi i znakami towarowymi mało kto się u naszych wschodnich sąsiadów przejmuje. Ale - co tanie, to drogie. Tani telefon się psuje, ale człowiekowi przyzwyczajonemu do komórki odzwyczaić się trudno. Kupuje zatem coś lepszego, odkrywa nowe możliwości i... płaci za nie więcej. Drugą szansą dla rynku jest szybki rozwój płatnych usług. Operatorzy komórkowi nie popełnili bowiem tragicznego błędu firm "dot.com" pod tytułem "absolutnie wszystko za darmo". Użytkownicy komórek od razu wiedzieli, że za niektóre usługi płacić trzeba, zatem nie mają (jak to jest u internautów) w zwyczaju protestować, gdy wprowadza się nowe płatne usługi. Trzecia szansa dla rynku rosyjskiego - zdaniem autorów badań to "głębsza penetracja". W tej chwili bowiem rynek komórkowy Rosji to: w 77 procentach Moskwa, Petersburg i ich okolice, w 10 procentach - inne duże miasta i jedynie w 3 procentach reszta kraju. Te dwa ostatnie obszary, na których mieszka 86 procent ludności Rosji wciąż czekają na "komórkowe zagospodarowanie".

MMM

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Nienasycone

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje