Reklama

Nietypowa reklama Vodafone

Vodafone ma "szczęście" do reklam. Jeszcze nie tak dawno temu w Internecie krążyło zdjęcie kraksy samochodowej z podpisem "We are screwed" (mamy... przerąbane:)) parodiujące fotki z kampanii "How are you?". Teraz firma musiała przeprosić za incydent, który miał miejsce podczas meczu rugby między Australią a Nową Zelandią.

Jeden z Nowozelandczyków przymierzał się właśnie do rzutu karnego, który miał zdecydować o końcowym wyniku meczu. Nagle na boisko wtargnęło dwóch golasów z logo Vodafone wymalowanym na plecach. Panowie zaczęli biegać po murawie i trzeba było przerwać grę. Kiedy ją wznowiono, strzelec spudłował, a drużyna Nowej Zelandii przegrała mecz. Żeby było weselej, stadion Telstra, na którym odbywało się spotkanie jest sponsorowany przez poważnego konkurenta Vodafone.

Reklama

Dyrektor australijskiego oddziału firmy, Graham Maher, przyznał, że tydzień wcześniej odebrał telefon "od faceta o imieniu Brett". Chciał się on dowiedzieć, czy Vodafone poprze pewną akcję reklamową. Maher nie poznał szczegółów planu, ale stwierdził, że jeśli to co Brett chce zrobić będzie dobre dla firmy, to nie ma sprawy. Już po incydencie Maher stwierdził: - Nie o taki rodzaj reklamy nam chodziło. Ze swojej strony przepraszam za to, że z nim rozmawiałem i że zachęcałem go do działania.

Nie wiadomo, czy Vodafone nie poniesie dalszych konsekwencji - policja nadal prowadzi śledztwo. Natomiast Australijski Związek Rugby przyjął oficjalne przeprosiny i stwierdził, że winą powinno się obarczyć tych, którzy spowodowali całe zamieszanie.

Inrtuzom się raczej nie upiecze: wtargnięcie na stadion może być ukarane grzywną w wysokości 5000 dolarów. Do tego dochodzi jeszcze obnażanie się w miejscach publicznych.

(mobile.net.pl)

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: rugby | reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje