Reklama

Klient "nasz" Pan

Do redakcji nadszedł list, w którym czytamy: "Dawno temu wykupiłem "pakiet internetowy za 60 zł". Nie jestem fanatykiem sieci i te kilka godzin miesięcznie zupełnie mi wystarczy. Tydzień temu nagle bez żadnego ostrzeżenia internet przestał mi działać. Był to weekend, oczywiście dodzwonić się do kogokolwiek w tepsie było nieprawdopodobieństwem."

Panienka "od awarii" przyjęła zgłoszenie i powiedziała, że w poniedziałek "jak monter przyjdzie do pracy - będzie OK". Ale nie było. We wtorek po kilku telefonach (oczywiście płatnych) dowiedziałem się w końcu, że TP S.A. zastępuje ten pakiet nowymi. Roztoczono przede mną wspaniałe wizje jak to będzie "lepiej, taniej, itp. itd.". Dałem się nabrać. Zamówiłem. W umówiony czwartek zjawił się specjalista i zainstalował mi nowe oprogramowanie z kompaktu. Oczywiście wszystko działało do momentu, gdy nie wyszedł ode mnie z domu."

Reklama

Po kolejnych kilku (płatnych) telefonach dowiedziałem się, że "wszystko bylo dobrze, ale musiałem sam coś popsuć". Poprosiłem znajomego lepiej znającego się ode mnie na internecie i okazało się, że nowe oprogramowanie usuwa wszystkie dotychczasowe konta z Outlooka wpisując tam serwer tepsy. Ale... próba wysłania e-maila przez ten serwer zakończyła się komunikatem "Brak autoryzacji". Kolejne kilka telefonów (płatnych, choć właściwie za niekompetencję osób odbierających telefony to TP SA powinna mi płacić), i dowiedzialem się, że "konto trzeba aktywwować pod numerem 0-800 (płatnym oczywiście). Na moje pytanie dlaczego w instrukcji do oprogramowania nie ma o tym słowa albo dlaczego nie powiedział mi tego monter (oczywiście też płatny)- panienka odpowiedziała wyjątkowo grzecznie że "nie miał takiego obowiązku". Na temat instrukcji oczywiscie nie zająknęła się.

Zadzwoniliśmy tam, ale ponieważ był to "już" piątek godz. 13.15 "osoba odpowiedzialna" udała się już na weekend. Poradzono mi, abym zadzwonil w poniedziałek. Na szczęście znajomy sie zdenerwował i ustawił mi w Outlooku jakieś inne nietepsowe konto. Ale nie każdy ma znającego się na rzeczy znajomego i płacąc za usługę ma prawo wymagać choćby elementarnej fachowości i grzeczności.

Teraz wszystko mi działa, ale z niepokojem czekam na wprowadzenie przez naszą tepsę kolejnych innowacji. Znów stracę czas i pieniądze na telefony i nerwy. Przy okazji wpłacania za tę usługę zapytałem też o książkę telefoniczną. Odpowiedziano mi "będą nosić - to panu przyniosą". Zapytałem - kiedy? Tego już panienka nie wiedziała. A przecież nie będę siedział cały czas w domu czekając aż się zjawi ktoś z moją książką. Może są tacy co tak lubią, ale można by przecież sprzedawać książki w biurach obsługi klienta czy tam, gdzie płacę za telefon. Ale do tego trzeba by trochę pomyśleć. A myślenie u naszego monopolisty ma przyszłość - tyle, że baaaardzo odległą."

od redakcji: Ponieważ poprzednie listy czytelników w sprawach TP SA nie doczekały się najmniejszegpo odzewu ze strony Rzecznika, ktoremu je przekazaliśmy - tym razem pozostawimy sprawę bez komentarza i nie będziemy po raz kolejny prosic monopolisty o łaskawe ustosunkowanie się. Wnioski wyciagnijcie sobie sami.

MMM

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: pakiet

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje