Reklama

Jak Nokia straciła swoją popularność

Jeszcze całkiem niedawno wydawało się, że pozycja fińskiego giganta na rynku telefonów komórkowych jest niezagrożona na wieki. A tymczasem Nokia okazała się być kolosem na glinianych nogach.

Na początku drugiej połowy lat 90. poprzedniego wieku to właśnie fińska korporacja wymyśliła smartfony. Paradoksalnie ponad dekadę później to właśnie one miały ją wykończyć.

Reklama

Przespali swoją szansę

Przez lata pozycja Nokii była niezagrożona, co może być nieco usypiające dla każdego kierownictwa świata. Podczas gdy Finowie tkwili sobie bezpiecznie w swoim komfortowym świecie koncentrowania się na wymyślaniu coraz ładniejszych telefonów i coraz lepszych aparatów fotograficznych, które można by w nich zamontować, umknęło im po drodze już kilka rzeczy. Sukces Motoroli Razr pokazał, że lekceważenie przez Nokię rozkładanych telefonów było niesłuszne, a Sony Ericsson ze swoimi telefonami Walkman udowodnił, że odtwarzacz MP3 w komórce może być jednak wartością dodaną.

Gwoździem do trumny było jednak co innego. Nikt w Nokii nie przewidział, że telefony staną się w niedługim czasie główną platformą programistyczną. Finowie kompletnie zignorowali twórców aplikacji na smartfony, co jest o tyle zabawniejsze, że zupełnie inni Finowie mieli po jakimś czasie stworzyć najpopularniejszą aplikację na iPhone'y - grę "Angry Birds".

Nokia jednak nie szukała nowych możliwości i szans, nie usiłowała się porozumieć z twórcami oprogramowania, nie przejechała się na kilka - być może owocnych - rozmów po Dolinie Krzemowej, aż wreszcie obudziła się w świecie, w którym użytkownicy jej produktów nie mieli atrakcyjnego softu, co stanowiło duży minus dla używania telefonów tej firmy.

Nokia zrobiła też coś dziwnego ze swoim systemem operacyjnym Symbian. Pomijając już to, że mógł być on zdecydowanie lepszy, a ostatnio już w ogóle odstawał od rywali. Nokia postanowiła rozwijać Symbiana we współpracy ze swoimi rywalami. Dziś brzmi może dość dziwacznie, ale tak właśnie było. Motorola, Sony Ericsson, Samsung, Panasonic oraz inni zostali zaproszeni do rodziny Symbiana, w której Nokia była wprawdzie największym działowcem, ale wciąż - mniejszościowym. Finowie chcieli stworzyć jeden ogólnoświatowy standard dla telefonów komórkowych, w ogóle nie zaprzątając sobie głowy tym, czy jest to możliwe oraz czy nie lepiej byłoby wykorzystać swoją pozycję globalnego lidera do tego, by ten standard, spójny i jednolity, po prostu narzucić. W efekcie każdy z partnerów ciągnął w swoją stronę, chcąc zmian, które akurat jemu pasowałyby najlepiej, a gdzie kucharek sześć...

iPhone gwoździem do trumny

Wraz z pojawieniem się iPhone'a, Nokia liczyła także na swoją niezwykle sprawną machinę marketingową oraz niemal legendarne przywiązanie użytkowników do marki. Na tym polu trafiła jednak na nie tyle nawet godnego siebie rywala, co rywala po prostu lepszego. Marketing Apple był jeszcze sprawniejszy, a fani jeszcze bardziej lojalni, więc jakkolwiek pierwsza wersja smartfona z jabłkiem była słabsza od ówczesnych Nokii, koncernowi z Cupertino udało się wmówić światu, że jego produkt jest lepszy.

Wtedy też zaczęły się nerwowe ruchy Nokii. Przede wszystkim postawienie na coś, co w iPhonie było, a czego w europejskim koncernie wciąż jeszcze nie darzono przesadnym zaufaniem, czyli ekran dotykowy. Symbian nie był przystosowany do obsługi takiej innowacji, a wszystko to trzeba było robić na szybko.

Z powodu odpływu klientów zaczęto ciąć koszty, między innymi przenosząc produkcję na Wschód, co z kolei skończyło się utratą słynnej już trwałości i jakości telefonów spod znaku Nokii. To przyniosło jeszcze większy odpływ klientów. Nawet z segmentu najprostszych urządzeń, który szturmem wzięły ZTE, Huawei

Jaki z tego morał? Nawet gdy wydaje ci się, że wygrałeś, porażka może tak naprawdę czaić się za rogiem. Zwłaszcza w branży, która zmienia się tak szybko.

Daniel Kot

Źródło informacji

gizmodo.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Nokia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje