Czy SMS-owanie podczas porodu jest naturalne?

Anestezjolog z Bostonu była świadkiem przedziwnego wydarzenia. Podczas zabiegu cesarskiego cięcia, znieczulona od pasa w dół pacjentka wysłała do swojej matki wiadomość tekstową o tym, że dziecko jest już na świecie.

Lekarka utrwaliła to na zdjęciu, więc zdarzenie wzbudziło niemałe zainteresowanie. Tina Cassidy, autorka książki "Narodziny: Zaskakująca historia porodów" zaproponowała logiczne wyjaśnienie. Przez tysiąclecia rodząca była otoczona przez członków, a właściwie członkinie, najbliższej rodziny, a nie przez nieznajomych. Korzystanie z technologii na sali porodowej, a nawet na stole operacyjnym, to sposób na odzyskanie tej więzi w świecie, gdzie sprawy fizjologiczne powierzono specjalistom.

Reklama

Kontaktowanie się z najbliższymi jest zrozumiałe, ale niektórzy mają szczególną definicję "najbliższych". Znane są przypadki rodziców informujących co 20 minut o rozwarciu, dokumentujących przebieg porodu na filmach i zdjęciach, tak by zainteresowani (i niezainteresowani) byli "na bieżąco". Liczne amerykańskie szpitale zakazały w ubiegłym roku robienia zdjęć porodu, ponieważ dokumentaliści powodują zamieszanie na sali. Poza tym lekarze wolą nie dostarczać nikomu dowodów do potencjalnego pozwu o odszkodowanie za błąd w sztuce.

Dowiedz się więcej na temat: sms

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje